"Lollipop Monster" niemieckiej reżyserki Ziski Riemann to film opowiadający historię dwóch nastolatek zmagających się z trudnym procesem dojrzewania.
Ari - pulchna blondynka, wizerunkowo najbardziej nastoletnia z nastolatek (kolorystycznie przerysowane szaleństwo odzieżowe) jest właśnie na drodze ku dorosłości. Podczas filmu z niewinnego dziewczęcia przemienia się w obiekt męskiego pożądania. Ari uczy się jak być seksowną, rozwija swój kunszt obserwując na przykład czarnoskórą kochankę swojego brata podczas popisowego spożywania truskawek. W roli Ari Jella Haase (rocznik 1992), którą ostatnio można było zobaczyć w filmie "Combat Girls. Krew i honor". Trzeba przyznać że Jella jest w roli Ari genialna. Druga z bohaterek filmu - Oona, stanowi antytezę Ari. Jest mroczną córką malarza, spokojną, autodestrukcyjną i zagubioną artystką. Dziewczyny łączy miłość do rockowego zespołu muzycznego Tier (niem. zwierzę) oraz ciężkostrawna sytuacja rodzinna. Dość o fabule.

Film porusza ważny i wciąż nie dość eksploatowany wątek seksualności młodzieży. Jak mówiła sama reżyserka na spotkaniu z widzami w warszawskiej Kinotece - jej film ma być sprzeciwem wobec amerykańskiej wizji nastolatka, któremu do szczęścia wystarcza grzeczne trzymanie sie za rączkę w kinie. Bohaterowie Riemann uprawiają seks i chcą ten seks uprawiać. Są otwarci na eksperymenty i narażeni na traumy. Jak mówiła reżyserka, "Lollipop Monser" ma być historią o dojrzewaniu takim, jakie ono jest, więc pełnym zawodów miłosnych, autodestrukcji, szaleństwa i nieudanych kontaktów fizycznych.
Jednak tym, co najbardziej zachwyca w filmie, nie jest ani fabuła ani problem społeczny, ani nawet świetna gra nastoletnich aktorek a montaż i zdjęcia. W filmie wszystko jest nieco przerysowane, nieco zbyt jaskrawe lub zbyt mroczne. Ujęcia z kamery są przerywane animacjami, które dodają dynamiki całej historii. Ten groteskowy kilmat eksploduje na sam koniec filmu, gdy Oona i Ari kroczą przez sad wśród niezwykłej ferii barw i skaczącym przed nimi białym króliku. W tle oczywiście podgrywa zespół Tier (swoją drogą stworzony na potrzeby filmu).
Film wciąga i bawi. Jest jednocześnie zabawny i dramatyczny. Reżyserka zdradziła, że hiostoria opowiedziana w filmie jest po części autobiograficzna. Wraz z Luci Van Org napisały scenariusz o ich własnym dorastaniu.
Nie pozostaje mi nic innego jak serdecznie polecić film, który miał swoją premierę 27 stycznia tego roku ( uwaga jeden z niewielu przypadków gdy polska premiera wyprzedza światową!) i zaprosić do zanurzenia się w różowo - brokatowo - popowo - mrocznym klimacie filmu.
Tekst: Ewa Ratyńska
Foto: materiały prasowe
