„Moja łódź podwodna” to reżyserski debiut Richarda Ayoade,
który do tej pory głównie zajmował się realizacją teledysków
m.in. dla zespołu Arctic Monkeys.
Rozbrajający humor, piękne, czyste ujęcia i świat przypominający
ten sprzed kilkunastu lat – to największe atuty jego filmu, który
pozwala się cofnąć w przeszłość do własnej młodości, przypomnieć
sobie jak to kiedyś było i uśmiechnąć się do samego siebie.

Główny bohater tej komedii to 15-letni Oliver Tate, jedynak, którego
rodzice to dinozaury z poprzedniej epoki, którzy jednak starają się
zrozumieć i wesprzeć dorastającego syna. Sami jednak borykają się
z własnymi problemami. Nie jest to typowa, brytyjska rodzina.
Ojciec – melancholik, wykładowca uniwersytecki i matka zakochana
w szalonym nauczycielu tańca. Do tego główny bohater – nieśmiały
15-latek, który postrzega świat bardzo indywidualnie. Podobny,
ale jednocześnie inny od wszystkich. Można się utożsamić, w szczególności
gdy ma się te kilkanaście lat i wydaje się, że nikt nas nie rozumie.
Fajka, kapelusz, to atrybuty, które mają mu pomóc być innym. Lekko
zagubiony, introwertyczny, szuka miłości, a jego celem na najbliższe
dni jest stracenie dziewictwa przed urodzinami. Zakochuje się w równie
osobliwej koleżance. Czerwony płaszcz, pyzata buzia i zero romantyzmu
– tak można najkrócej opisać wybrankę jego serca, którą udało
mu się zdobyć za pomocą siły umysłu.

Film, który warto obejrzeć, lekki, ale jednocześnie poruszający.
Melancholijny, ale jednocześnie dowcipny. Z pewnością brytyjski.
Tekst: Aleksandra Oniszk
Foto: materiały prasowe