Zombie-pożeracze mięsa (Gli ultimi Zombie), Lucio Fulci, Włochy 1979, 91 min.
Niedawno oglądałem swój ulubiony horror-komedie „Martwe zło 2”, który notabene jest obrazem kultowym. Czego tam nie ma! Zombie, czary, las i piwnica z żywym trupem. Brzmi okropnie i kiczowato? No i macie racje, tyle że ten film zrobiono z przymrużeniem oka i celowo obrano taka formę by przerażenie łączyło się ze...śmiechem.
Piszę o tym by uświadomić, iż jeśli się chce to można. Ale pan Fulci-mistrz tandety i braku jakichkolwiek umiejętności reżyserskich stworzył dzieło, które wyraża w pełni pojęcie „dna artystycznego”.
Obrazy takie jak „Zombie....”są potrzebne by pokazać nam, jak nie robić filmu.
Nie streszczę fabuły,bo jako takiej tam po prostu nie ma-krew, gołe biusty, zombie-to tyle.
Do tego dodajmy, iż film jest źle zmontowany a wszystkie sceny następują po sobie jak seria z pepeszy-bez ładu i składu.
Wyborna charakteryzacja i sceny pełne obrzydliwości dopełniają obraz tego filmowego armagedonu.
Sympatyczna jest jakość obrazu rodem z wczesnych kaset VHS, które przegrywane po tysiąckroć zalewały nasze wypożyczalnie video.
Nawiasem, dodam, że ma to swój urok, zwłaszcza w czasach HD i DVD.
Zresztą inną sprawą są dialogi...otóż film jest włoski i po włosku aktorzy z sobą dyskutowali (poziom dialogów jest na równie „wysokim”poziomie co reszta elementów „dzieła”) ale reżyser celując w rynek amerykański zastąpił język Garibaldiego dubbingiem amerykańskim.
Pomysł byłby i dobry, gdyby nie...brak zgrania wymawianych słów z ruchami ust aktorów.
Efekt komiczny i stanowiący przysłowiową „wisienkę na torcie”.
Mimo wszystkich wad tego klasyka z nurtu gore otrzymujemy film stanowiący pamiątkę z czasów, kiedy włosi zapatrzeni w amerykański rynek, tworzyli reprodukcje czy wręcz kopie obrazów zza oceanu. „Noc żywych trupów” - film-kamień milowy w dziejach „zombie-horroru”, po którym nic już nie było jak dawniej, ewidentnie posłużył Fulciemu za wzór, z którego ten bezczelnie kopiował wręcz całe sceny.
Czy zatem jest to film zły?Oczywiście,ale dziś jest to świadectwo swoich czasów. Nie jeden z obecnych horrorów z Fabryki Snów,zasługuje na taka samą krytykę jak ten obraz,ale czy dziś to odgrywa role?Dziś mamy komputery i efekty, które w latach 70 tych zastępowano litrami sztucznej krwi i doskonała charakteryzacją.
I właśnie w tym tkwi piękno tego obrazu - jego autentyczność i kiczowatość.
Na koniec tej recenzji, zamiast typowej formułki streszczę ostania scenę, która oddaje meritum filmu:oto świat opanowały zombie, po Nowym Jorku chodzą żywe trupy. Idą tyralierą, wolno włócząc nogami. Idą przez most na Manhatan,a po bokach jak niby nic jeżdżą samochody i jakaś tam rodzinka śmiało idzie po chodniku. Ech.....
Tekst: Robert Bartoszek
foto: filmWeb

Kolportaż: internet
Komentarze i opinie:
09.02.2010 o 20:51"Obrazy takie jak „Zombie....”są potrzebne by pokazać nam, jak nie robić filmu." to zdanie rozbawiło mnie do łez :) recenzja super. Aż miło się czyta bo po prostu bawi. A swoją drogą czasami do kina idzie się umyślnie na kicz. Ja wtedy biore kilka piw ;) i z kumplami sie polewamy z każdej sceny. Wiem, że współwidzowe nie znoszą takich :) widzów niemniej ubaw na horrorach z ameryki jest do łez.
10.02.2010 o 16:03Owszem,jestem miłośnikiem tego typu "radosnej twórczości" dlatego też obejrzałem ten film z masochistycznym uwielbieniem i śmiechem na tyle donośnym,że siedzące obok osoby mnie uciszały:)a film to dno-ale takie "pozytywne dno".



