Lars von Trier padł tym razem ofiarą swojej manii wielkości. Pomyśłał bowiem, że surowy obraz jego przeżyć, snów, epizodów ciężkiej depresji może obronić się jako dzieło filmowe. Tak się nie stało, Antychryst został wyśmiany przez publiczność w Cannes, niektórych do łez rozbawiła dedykacja Tarkowskiemu (aluzja do Zwierciadła), którą reżyser zamieścił na końcu filmu. To co zaproponował Tarkowski, było bowiem sztuką zapewniającą „katharsis” nie tylko jemu, ale i widzowi. Obraz von Triera jest natomiast smutnym, ale nie przejmującym nikogo prócz niego, skomleniem.
Jądrem filmu jest wydarzenie, które zasługuje na miano traumy. Małżeństwo, młoda badaczka historii średniowiecznych czarownic oraz znacznie starszy od niej psychoterapeuta, traci dziecko. Ich kilkuletni synek pewnej nocy budzi się i widzi swoich rodziców splecionych w akcie seksualnym. Chłopczyk wyskakuje przez okno. Matka nie może otrząsnąć się z traumy, a mąż próbuje udzielić jej pomocy rozpoczynając z nią terapię. Para zaszywa się w domku letniskowym w lesie, gdzie kobieta spędziła ze zmarłym synkiem ostatnie wakacje. Od tego momentu w filmie przeważają obrazy dzikiego, kompulsywnego seksu, miażdżonych genitaliów i odcinanych łechtaczek. W ruch wchodzą noże, wiertarki i inne narzędzia, którymi żona kaleczy swojego męża. Kobieta w filmie von Triera jest jednym tchem wymieniana obok zwierzęcej natury, szatana, śmierci i seksu. Jest to kobieta zaborcza, która zakłada swojemu synkowi odwrotnie buty, aby nie uciekał; a gdy ten ją opuści, przebija nogę męża metalowym drągiem z ciężarkami, aby nie poszedł on w ślady syna. Głębsze interpretacje tego filmu nie mają większego sensu, gdyż zdaje się on po prostu mówić, że świat jest zły, a najgorsze są kobiety, bo to zło reprodukują...
Von Trier ze swoim ostatnim filmem przywodzi na myśl stan kultury, który amerykański socjolog Richard Sennett nazywa „upadkiem człowieka publicznego”. Proces psychologizacji życia publicznego odzwierciedlają nakazy typu „bądź sobą”, „pokaż kim naprawdę jesteś”, „ukaż innym swoje intymne oblicze”, obecne nie tylko w takich tekstach kultury jak popularne poradniki psychologiczne, ale na przykład w reklamach. Reżyser Antychrysta najwidoczniej bierze sobie te nakazy do serca i chce pokazać bezpośrednio prawdę o sobie i swoich intymnych przeżyciach. Jednak nie może to dobrze wpłynąć na kształt dzieła filmowego, bowiem psychologiczne treści działają tu kontrkulturowo, uniemożliwiając stworzenie czegoś, co byłoby interesujące nie tylko dla twórcy, ale też dla widzów. Niestety, albo też całe szczęście, świat nie wygląda tylko tak jak widzi go von Trier. Niektórzy, tak jak on, noszą w sobie traumę z dzieciństwa związaną z relacjami z matką, u innych źle kształowały się relacje z ojcem, są też szczęśliwcy, którzy takich problemów nie mają. Von Trier swój problem z matką próbuje uniwersalizować wpisując go w naturalno-historyczny ciąg, w którym kobiety na zawsze pozostają rozpasanymi seksualnie wiedźmami płodzącymi zło. Można dać im szansę, ale i tak na końcu trzeba je spalić na stosie.
Dagmara Ciećwierska
fot. Gutek Film







Komentarze i opinie:
09.02.2010 o 21:08ja widzialem chyba dwa inne filmy tego rezysera i generalnie w kazdym byly podobne watki jak wyzej opisane. Straznie mnie draznia tacy "artysci", ale co kto lubi, potem mozna sobie pojsc na "salon" i powiedziec co za wynaturzenia sie widziało.



